| Jak oceniasz wiedze w portalu |
Wklej artykuł i prześlij go do nas. Interesuje nas tylko czysta wiedza bez opinii i komentarzy.Bardzo prosimy o nie przesyłanie kopi z książek, czasopism lub stron internetowych. Nie mamy czasu sprawdzać każdego tekstu. Za każdy przesłany tekst dziękujemy.
Od dwóch pokoleń naukowcy przemyśliwają nad wyprodukowaniem sztucznego „zimnego światła" - promieniowania ograniczonego wyłącznie do tych długości fal, na które wrażliwa jest siatkówka ludzkiego oka, nie trwoniącego zaś energii w postaci ciepła ani promieniowania niewidzialnego. Ostatnio mamy do czynienia z tego typu rewolucją. Chodzi oczywiście o żarówki LED, które emitują promieniowanie widzialne, ale nie trwonią energii na niepotrzebne grzanie się.
Podobną ideę realizują częściowo świetliki, które wydzielają tylko widzialne światło. Z tego punktu widzenia owad ten, jak każdy inny rodzaj zwierząt świecących, jest w samej rzeczy bardzo wydajny. Dużą część całkowitego promieniowania z jakiegokolwiek sztucznego źródła światła, zarówno jak i promieniowania słonecznego stanowi niewidzialna podczerwień, którą odczuwamy tylko jako ciepło. Być może, że świetlik produkując światło wytwarza także nieco ciepła, ale zbyt mało, by je zmierzyć. Można śmiało powiedzieć, że 100% tej drobnej ilości promieniowania przynależy do widzialnej części widma, przy czym większość jego stanowią fale krótsze niż te, które wywołują wrażenie niebieskiego światła. Mamy tu najwyższą wydajność znaną nauce.
Chemicy potrafią odtworzyć ten proces tylko w określonym zakresie, toteż przeprowadzono wiele badań tak fizycznych, jak i chemicznych, poświęconych mechanizmowi bioluminescencji owadziej. Przyczyną luminescencji świetlików jest utlenianie się - spalanie związku chemicznego, lucyferyny. To samo zjawisko można wywołać przez odpowiednie zmieszanie w probówce, we właściwej temperaturze lucyferyny, lucyferazy (lucyferaza jest enzymem występującym w organizmie zwierząt świecących, ustawiającym utlenianie się białkowej substancji, lucyferyny) i tlenu.
Wszystkie te eksperymenty wykazały, że jest to proces bardzo nieekonomiczny, jeśli chodzi o zużycie tlenu i o wiele mniej wydajny aniżeli większość znanych człowiekowi metod wytwarzania sztucznego światła - procent wydajności w porównaniu z 4,54% żarówki z włóknem węglowym, 17,17% płomienia acetylenowego lub 60% światła łuku sodowego. Oświetlanie domów lub ulic światłem świetlików byłoby zatem procedurą bardzo kosztowną.
Dr N. D. Maluf z uniwersytetu Yale przytacza obliczenie, że "powierzchnia o średnicy 1,8 metrów, świecąca światłem świetlików na suficie pokoju wysokości 2,7 metrów, dałaby oświetlenie wystarczające do czytania lub rysowania na stole wysokim na 90 centymetrów".
Taki efekt nie może zaimponować specjalistom od oświetlenia. Światło to mogłoby być jednak wykorzystywane w razie nagłej potrzeby. Podczas wojny hiszpańsko-amerykańskiej general-major W. C. Gorgas miał używać w nagłych operacjach światła z butelki pełnej świetlików. Natomiast przeciętny gospodarz mógłby się zbuntować z powodu miesięcznych rachunków za tego rodzaju oświetlenie.
Natężenie światła pojedynczego świetlika jest istotnie bardzo małe, przeciętnie niewiele większe niż 0,025 kandeli (kandela, czyli świeca międzynarodowa jest jednostką natężenia światła. Dla porównania - natężenie światła świecy stearynowej wynosi około 1 kandeli). Wspólne godowe wyczyny całego pola pełnego tych owadów mogłoby z ledwością oświetlić pokój na tyle, by można w nim szyć lub czytać. Świetlik czasami świeci jednostajnym światłem o natężeniu zaledwie 0,00002 kandeli.
Świecenie świetlików ma zasadniczo znaczenie przy wzajemnym odszukiwaniu się płci. Nie dostrzega się jednak różnicy pomiędzy jakością światła samca i samicy, natomiast zaobserwowano, że błysk samicy pojawiający się w odpowiedzi na sygnał samca trwa niemal dokładnie trochę ponad dwie sekundy. Samiec instynktownie jest wrażliwy na ten okres czasu, toteż nie wprowadzają go w błąd sygnały innych samców. W dużej grupie owadów błyski obu płci stają się synchroniczne i tworzą świecące pole.