Strona główna
Nawigacja
Artykuły

sondy
Jak oceniasz wiedze w portalu
Przydatna wiedza
Może być
Wiedza nieprzydatna

Wyniki

Polecamy
Skorzystaj z wyszukiwarki-wpisz interesujace słowo/słowa
Szukaj:
Wspomóż nas artykułem lub dowolnym tekstem

Wklej artykuł i prześlij go do nas. Interesuje nas tylko czysta wiedza bez opinii i komentarzy.Bardzo prosimy o nie przesyłanie kopi z książek, czasopism lub stron internetowych. Nie mamy czasu sprawdzać każdego tekstu. Za każdy przesłany tekst dziękujemy.

Przejdź do formularza aby dodać tekst

Historia piwa


Historia piwa

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Jedni mówią, że Polacy przejęli umiejętność warzenia piwa od Niemców. Inni gotowi przysiąc z ręką na sercu, że trunek ten jest naszym prastarym narodowym napojem. Spór na ten temat długo zaprzątał umysły i gorące serca różnych badaczy kultury materialnej, a poecie Władysławowi Syrokomli dał nawet natchnienie do wiersza:

Niemcy nam chcieli ukraść Kopernika:
Z przywłaszczonego odarto ich blasku,
Chcieli nam dowieść, że piwo wynika
Z ich wynalazku.
Ale w Dytmara pismach zostawiona
Pamiątka stara, kronikarska, żywa:
Bolesław Wielki przyjmował
Ottona

Kufelkiem piwa.

Kto ma słuszność, trudno dociec. Może ani jedni, ani drudzy. O piwie bowiem znajdujemy wzmianki już u starożytnych pisarzy greckich i rzymskich. Wspominają oni o znakomitym musującym wywarze z jęczmienia i pszenicy. Wywar ten składano w ofierze bogini ziemiopłodów, wielowładnej Cererze (w Grecji — Demeter) i nazywano cerevisia. Ale fakt przyrządzania piwa u Greków i Rzymian, a kto wie, czy nie u jeszcze starszych narodów, nie wyklucza wcale możliwości, że nasi przodkowie nie korzystali z żadnych „receptur", wpadli na ten pomysł niezależnie. W najdawniejszych dokumentach polskich coraz to napotykamy wzmianki o piwie. Już Piast, jeśli wierzyć prastarej kronice Galla Anonima, pochwalił się słowami: „Mam ci ja naczyńko warzonego piwa, com go przysposobił na postrzyżyny mego jedynaka". A Bolesława Chrobrego Niemcy też nie bez przyczyny przezywali Trink-bier, co można by przetłumaczyć jako „Piwo-żłop".

Królowa Judyta, żona Władysława Hermana, w nadaniach dla klasztoru tynieckiego wymienia browar. Przemysław I, książę wielkopolski, chcąc wyprosić sobie u Pana Boga więcej zdrowia, szczęścia i wszystkiego najlepszego — wkłada włosiennicę i przez 40 dni pości, ale nie umie odmówić sobie szumiącego piwka. Synowa jego, żona Przemysława II, romantyczna Ludgarda, też zdążyła w swym krótkim życiu wznieść kilka browarów w Kaliszu. Leszek Biały nie może dopełnić ślubu krucjaty, gdyż boi się, że w tumulcie wojny krzyżowej piwa nie stanie, a Ziemik Święta gorąca. Książę Konrad, zwany Garbuskiem, wrocławski proboszcz, rezygnuje dla piwa z życiowej kariery. Gdy wybrany szczęśliwie na arcybiskupa do Salzburga, jechał do Austrii, by objąć to zaszczytne stanowisko, po drodze dowiedział się, że w Salzburgu nie znają piwa, machnął więc ręką na wszystko i powrócił do domu. Zygmunt I Stary, monarcha wielce stateczny i pełen cnót, ma taką słabość do piwa, że na śniadanie spożywa niezmiennie polewkę piwną z grzankami, do obiadu podają mu piwo proszowskie, a do poduszki wychyla sobie kufel zacnego piwa piotrkowskiego. Zygmunt August jest pod tym względem podobny do ojca. Interesuje się jednak nie tylko smakiem, lecz i produkcją piwa. Znanym piwowarom, jak Negelin i Ulrych w Warszawie, nadaje korzystne przywileje. Zaleca wprowadzanie w browarach specjalnych pieców, na cech piwowarski patrzy wyjątkowo łaskawym okiem... Wszyscy nasi królowie zresztą, poza Władysławem Jagiełłą, który nie uznawał innego napoju „kromia wody źródlanej" — lubili piwko.

Nie tylko oni i nie tylko inni wielcy tego świata. Pije pospolita szlachta, piją mieszczanie i chłopi, pije duchowieństwo. Jędrzej Kitowicz, kronikarz obyczajów za czasów saskich, podaje: „Pracowite i skrzętne polskie gosposie w każdym domu przygotowywały wyśmienite, jasne, lekkie, szumiące piwo szlacheckie". Aż trudno uwierzyć, aby tak znakomite piwo mogło komuś nie smakować. A jednak zdarzali się „przebredni" smakosze, którzy i na nie kręcili nosem. Ich to Jan Kochanowski karci wierszykiem:

Gniewam, się na te pieszczone ziemiany,
Co piwu radzi szukają przygany.
Nie pij, aż ci się pierwej będzie chciało,
Tedyć się każde dobrem będzie zdało.

Chłopi na Mazowszu i Żmudzi również pędzą piwo po chałupach, w ukryciu przed akcyzą oczywiście. — Może nie takie wyśmienite i jasne, jak szlacheckie, ale też się ponoć dobrze piło, bo „piwu przyganiać trudno, byle nie zgorzałe, nie dymne, a z dobrej wody było".

Zamożni mieszczanie raczyli się gęstym, smacznym piwem dwu-raźnym, „dubeltowym" lub tzw. „marcowym". Biedota pijała cienki „tazbier", „podmarzec" lub najzwyklejsze „piwo proste". Duchowni mieli specjalne piwa klasztorne. Najpopularniejsze z nich było „jezuickie". Smak i działanie tego trunku znali dobrze i od dawna, skoro niejaki Lutosław z Chroszczechowa w zapiskach z 1414 roku ostrzega:

Kapłanie, chcesz polepszyć dusze swej,
Nie mów często: piwa nalej,
Boć piwo jest dziwny olej...

Ale dopiero pod koniec XVIII wieku lekarze, którzy przedtem ochoczo zalecali piwo na pokrze



admin, 22-02-2011, odsłon: 127
Dodaj komentarz
Twoje imie i nazwisko:

Wpisz komentarz:


Przepisz kod zabezpieczający:



tagi

katalog
katalog
choroby krwi
choroby krwi
kursy szkolenia