| Jak oceniasz wiedze w portalu |
Wklej artykuł i prześlij go do nas. Interesuje nas tylko czysta wiedza bez opinii i komentarzy.Bardzo prosimy o nie przesyłanie kopi z książek, czasopism lub stron internetowych. Nie mamy czasu sprawdzać każdego tekstu. Za każdy przesłany tekst dziękujemy.
Stawiane sobie wymagania uzyskują w strukturze nerwicy pozycję centralną. Stanowią odbicie dążeń jednostki do aktualizacji wyidealizowanego własnego obrazu, przy czym spełniają podwójną rolę w rozwoju procesu alienacji z własnego "ja": zmuszają jednostkę do fałszowania spontanicznych uczuć i myśli oraz powodują, iż jej sądy stają się nieświadomie nieuczciwe. Następnie, nakazy wewnętrzne są uwarunkowane nienawiścią jednostki do samej siebie. Wreszcie, uzmysłowienie sobie własnej niezdolności do sprostania owym nakazom rozpętuje atak nienawiści pod własnym adresem. Wszelkie formy samonienawiści są w pewnym sensie sankcjami z tytułu nie spełnionych powinności. Można powiedzieć, iż jednostka nie znienawidziłaby siebie, gdyby umiała być istotą ponadludzką.
Oskarżenia zawierające potępienie własnej osoby są tylko innym wyrazem samonienawiści. Większość z nich wynika z nieubłaganą logiką z ustanowionych przez nas fundamentalnych założeń. Jeżeli jednostce nie udaje się osiągnąć absolutnych wymiarów odwagi, hojności, opanowania, siły woli itd., jej duma ogłasza wyrok, w którym uznaje ją za "winną".
Niektóre oskarżenia skierowane są przeciwko aktualnym problemom wewnętrznym. Mogą nas wówczas łudzić swoją rzekomą zasadnością. W każdym razie sama jednostka uważa je za całkowicie usprawiedliwione. Czyż taka surowość wobec samego siebie nie jest pożądana, jako że wynika z uznawania wysokich norm moralnych? I oto neurotyk wyrywa swe trudności z ich uwarunkowań i uderza w nie z całą furią moralnego potępienia. Werdykt potępienia nie bywa uzależniony od tego czy dana osoba jest za coś odpowiedzialna, czy nie jest. Nie ma też żadnego znaczenia kwestia, czy mogła ona czuć, myśleć lub postępować inaczej, czy była w ogóle świadoma swoich poczynań. To, co stanowi po prostu neurotyczny problem, nadający się do zbadania i poddania psychoterapii — przeobraża się w ohydną przywarę obarczającą daną osobę winą, od której nie ma ekspiacji. Weźmy przykład człowieka, który nie potrafi bronić swych interesów ani swych poglądów. W pewnym momencie orientuje się, że zajął stanowisko ugodowe w sytuacji, w której powinien był zaznaczyć swój odrębny pogląd lub też dochodzi do wniosku, że nie umiał się obronić przed wyzyskiem. Tego rodzaju obiektywna samoocena nie tylko zasługuje na uznanie, ale mogłaby stanowić pierwszy krok do uświadomienia sobie wewnętrznych przyczyn, które każą mu być raczej ugodowcem niż zachować indywidualne stanowisko. Zamiast tego jednak, miotany destruktywnymi wyrzutami sumienia, ubiczuje siebie za brak charakteru, za nędzne tchórzostwo bądź też przekonany jest, że ludzie nim gardzą uważając go za słabeusza. Tak więc cały efekt jego samoobserwacji sprowadza się do rozwoju poczucia winy i mniejszej wartości. W ostatecznym zaś rezultacie jego obniżony szacunek dla własnej osoby utrudnia mu jeszcze bardziej odważne wystąpienie przy jakiejś nadarzającej się przyszłej okazji.
Sięgnijmy po inny, podobny przykład. Komuś, kto boi się węży albo, powiedzmy, prowadzenia samochodu, wyjaśniono, że tego typu obawy wypływają ze stanów podświadomych, nad którymi nie może mieć kontroli. Rozum podpowiada mu więc, że bezsensowne jest moralne potępianie tych lęków jako objawów tchórzostwa. Może się nawet spierać sam ze sobą o to, czy jest w tym jego wina, czy też nie ma, a nawet przeżywać na ten temat wahania i zmieniać zdanie. Ponieważ jednak "stronami" w tej dyskusji są jak gdyby dwa różne poziomy jego osobowości — rozstrzygnąć jej niepodobna. Jako normalna ludzka istota może on dopuścić fakt, że ulega lękom. Natomiast jako istota obdarzona nadludzką doskonałością uważa, iż powinien być nieustraszony w stopniu absolutnym i może jedynie żywić dla siebie uczucia nienawiści i pogardy z powodu doznawania strachu. Zwróćmy wreszcie uwagę na pisarza, który ma zahamowania w swej twórczej pracy spowodowane różnymi czynnikami wewnętrznymi, sprawiającymi, że pisanie staje się dla niego męką. Praca jego postępuje zatem wolno, pisarz marnuje czas na głupstwa, zajmuje się nieistotnymi sprawami. Zamiast jednak współczuć samemu sobie z powodu tych trudności lub starać się dotrzeć do ich przyczyny, pisarz ma się za leniwe "zero" lub za szarlatana, pozornie tylko zainteresowanego swym dziełem.
Oskarżanie się o blef albo oszustwo jest ogromnie częstym przypadkiem. Nie zawsze przybiera to formę konkretnego zarzutu na temat takiej czy innej sprawy. Zdarza się znacznie częściej, że neurotyk odczuwa niejasny niepokój, pewne wątpliwości bez określonego wyraźnie powodu, na przemian to utajone, to znów jawnie go dręczące. Niekiedy zdaje sobie sprawę jedynie z lęku, jakim reaguje na czynione pod swoim adresem oskarżenia, a jest to lęk przed zdemaskowaniem się w oczach innych osób: gdyby go ludzie lepiej znali — myśli sobie — spostrzegliby, że jest człowiekiem bez wartości. Przy następnej robocie — myśli — jego niekompetencja wyjdzie na jaw. Ludzie się zorientują, że on po prostu popisywał się czy nadrabiał miną, ukrywając pod tą "fasadą" braki rzetelnej wiedzy czy umiejętności. Nadal jednak dla samego neurotyka pozostaje niejasne, co mianowicie "miałoby wyjść na jaw", pod jakim względem owa przyszła próba sił miałaby go zdemaskować. Stawiane sobie zarzuty nie są jednakże wzięte "z niczego". Dotyczą całokształtu nieświadomych roszczeń do wyimaginowanych własnych cnót: miłości, dobroci, zainteresowania dla innych, wiedzy, skromności. Częstość występowania danego zarzutu odpowiada w danym przypadku nerwicy
częstości pojawiania się odpowiedniego roszczenia wobec własnej osoby. Destruktywna rola tych wymagań polega właśnie na tym, że wywołują poczucie winy i lęk, zamiast przyczynić się do wykrycia nieświadomych wewnętrznych wymagań.