| Jak oceniasz wiedze w portalu |
Wklej artykuł i prześlij go do nas. Interesuje nas tylko czysta wiedza bez opinii i komentarzy.Bardzo prosimy o nie przesyłanie kopi z książek, czasopism lub stron internetowych. Nie mamy czasu sprawdzać każdego tekstu. Za każdy przesłany tekst dziękujemy.
Poezja barokowa, zwłaszcza poezja głęboka, refleksyjna, poruszała także problemy z dziedziny filozofii wartości. Odwieczne pytania człowieka: co daje nam szczęście co warte jest kochania jaka różnica jest pomiędzy miłością a pragnieniem rzeczy, powtórzone zostały tym razem ze szczególnym dramatyzmem. Przyczyniła się do tego polemika pomiędzy reformacją a kontrreformacją z jednej strony i odrodzenie idei platońskich (renesansowy neoplatonizm) oraz stoickich (neostoicyzm) z drugiej.
Przeczytaj:
Humanistyczny kult rzeczywistości materialnej (bardzo zresztą zróżnicowany, od postaw hedonistycznych aż do subtelnego epikureizmu) zaatakowała najpierw reformacja, a zwłaszcza kalwinizm, zarzucający z reguły słusznie zeświecczenie wyższemu duchowieństwu katolickiemu. Pod wpływem tej krytyki, przede wszystkim zaś w wyniku przygotowywanej od bardzo dawna wewnętrznej reformy, powściągliwą postawę wobec humanizmu (rozumianego jako próba apoteozowania — "ubóstwiania" człowieka i przywrócenia antycznego, pogańskiego systemu pojęć) zajął Kościół. Najistotniejsze może jednak było rozczarowanie, które nastąpiło po "entuzjastycznym" okresie humanizmu renesansowego, kiedy stało się jasne, iż wspaniały zryw umysłu ludzkiego — odrodzenie nie odrodziło człowieka nowożytnego, nie upowszechniło, wbrew najgorętszemu marzeniu humanistów, ideału kalokagathii (urody i szlachetności). Jeszcze Erazmowi z Rotterdamu wydawało się, iż dane mu będzie na starość cieszyć oczy widokiem ponownie nadchodzącego w dziejach mitycznego "wieku złotego" (aurea aetas). Kochanowski i Sęp Szarzyński, a tym bardziej Szekspir i później jeszcze żyjący pisarze "wysokiego" baroku złudzeń tych już nie mieli.
Przeczytaj:
Barokowa teoria wartości to filozofia bardzo pokorna i gorzka, opanowana ideą vanitas, powtarzaną aż nazbyt często za starotestamentową Księgą Eklezjastesa: "Marność nad marnościami i wszystko marność". Idei tej była podporządkowana nie tylko topika literacka (motywy obiegowe w literaturze), ale również ikonografia (motywy malarskie i rzeźbiarskie), pojawiały się zatem znowu, od czasów średniowiecza obecne w kulturze europejskiej, obrazy alegoryczne i symbole przemijania (Czas-Chronos z klepsydrą, dym, chmury, więdnące rośliny), niestałości losu ("pani Fortuna" z kołem, na które wspinają się jedni, a z którego spadają za każdym obrotem drudzy) oraz rozkładu (Śmierć z kosą, czasami w korowodzie prowadząca ludzi wszystkich stanów do tzw. "tańca śmierci"). Refleksja nad wartością ukazana w poezji barokowej odrzuca przeto rzeczy nęcące, lecz podległe "nędzy" doczesności (poezja filozoficzna lub mistyczna), albo też "afirmuje" urodę "ślicznych pozorności" człowieka i świata, z góry jednak, jakby licząc się zawczasu z rozczarowaniem, określa swój stosunek do tych przedmiotów jako pragnienie czy pożądanie (łacińskie i greckie synonimy, a zarazem personifikacje tych pojęć to Kupido i Eros). Zapewne pod wpływem wspomnianego już odrodzenia idei neoplatońskich oraz literatury chrześcijańskiej pojawiło się powszechne w XVII wieku odróżnianie tych pojęć od miłości (utożsamianej z przyjaźnią — Caritas, Amor Sacer), której przedmiotem (aczkolwiek miłość prawdziwa nie znosiła określenia "przedmiotu", posługując się raczej pojęciem ekstazy, czyli utożsamienia się kochanego z kochającym) były wartości nieprzemijające.
Barokowa teoria wartości odtworzyła więc hierarchiczny, neoplatoński system wartości, znany w średniowiecznej scholastyce, na którego szczycie jako ostateczny cel i punkt dojścia mieściła się wartość absolutna — Absolut, czyli Bóg. Mniej jednak przejrzysta niż w średniowiecznym systemie religijno-filozoficznym była sytuacja człowieka, wyrwanego, jak pamiętamy, z ptolemejskiego geocentrycznego schematu rzeczywistości. Zawieszony w przestrzeni pomiędzy "państwem Bożym" a "państwem diabelskim" (jak określał to znowu aktualny wzorzec rzeczywistości sformułowany u schyłku starożytności przez Św. Augustyna), człowiek nie widział oczywistej możliwości używania rozumu w swych aktach wyboru i w aktach poznania. Barokowa teoria wartości, podobnie jak filozofia poznania, opierała się więc zasadniczo na akcie woli (woluntaryzm), który — jak u Kartezjusza i u Pascala — poprzedza decyzję posługiwania się rozumem, zresztą nie po to, aby twierdzić lub zaprzeczać, lecz aby przedstawiać sobie rzeczywistość. Otóż właśnie wybór wartości nietrwałych, choć nęcących nazywany tu jest pożądaniem, wybór zaś wartości nieprzemijających — miłością, pierwszy wynika z woli zawierzenia zmysłom, drugi opiera się na wierze Słowu. Estetyka barokowa widoczna i w sztuce, i w literaturze tego okresu stanowi ilustrację owej teorii. Nie tylko epitety określające urodę odnoszą się tam zazwyczaj do przedmiotów cielesnych i nietrwałych (jak ciało ludzkie, rośliny) lub wręcz martwych (metale, kamienie szlachetne), ale również odwrotnie: te właśnie przedmioty cielesne, nietrwałe lub martwe, stanowią składniki porównań i metafor mówiących o urodzie i o szczęściu (względnie raczej radości) zmysłowej.
Hieronim Morsztyn, prawiąc komplementy "na piękną rękę jednej paniej", niby schematycznie i żartobliwie, a jednak wymownie porównuje:
Śnieg nie jest tak biały, Wosk nie tak piękny, chociaż jest wspaniały. Ostry na palec dyjament włożyła, Sama się złotą bindą otoczyła. Ale to fraszki, lada co klejnoty, Przy takim ciele fraszka kanak złoty.
Od takich wymownych schematów roi się w poezji barokowej.
Należy ponadto rozważyć rolę brzydoty w omawianej tu kwestii. „Kontemplacja" brzydoty, z którą często spotyka się czytelnik tekstów barokowych, jest tam nie tylko osobliwym przeżyciem estetycznym, ale również szczególnego rodzaju aktem poznania. Umożliwia ona bowiem uzmysłowienie sobie istoty (a więc i wartości) rzeczy pozornie jakby tylko urodziwych, w rzeczywistości zaś upiększonych tylko pozorami efektów i „sztuczek" działających na zmysły. Fortuna jednak czuwała nad tym, aby mądrego uczynić na koniec głupcem, bogatego nędzarzem, wielmożnego maluczkim. Śmierć natomiast ukazywała „prawdziwą" szpetność spod "zwodniczej" gładkości rzeczy pożądanych i upragnionych. Ten więc, kto wolał ulec zmysłowemu urokowi świata rzeczy, był głupcem, ten zaś, kto wolał do niego tylko ograniczyć swoją miłość, był grzesznikiem. Śmierć przedstawiała swoim wyglądem brzydotę zła, gdyż zresztą, jak wierzono, sama jest "córą zła", zrodzoną pod drzewem rajskim w chwili pierwszego złego i niebacznego wyboru, który uczynili ludzie:
Córa to grzechowa Świat skazić gotowa:
Wszystko, co się rodzi
Jako kosarz ziele Ostrą kosą ściele.
Tak pisał o alegorii śmierci Sęp Szarzyński w wierszu "Napis na statuę abo na obraz śmierci". Nie było więc mowy o tym, by jak w jednym z wierszy Stanisława Grochowiaka, przedkładać brzydotę i wierzyć jej bardziej niż pięknu. Brzydota była czymś jednoznacznie strasznym i odpychającym, chociaż prawem kontrastu i przewrotnej ciekawości stanowiła również szczególnego rodzaju urozmaicenie, zwłaszcza jako składnik groteski (gdzie podporządkowana była funkcji komicznej) lub makabry (gdzie łączyła się z elementem grozy).
Streszczone tu pokrótce i najogólniej poglądy barokowej teorii istnienia, poznania, wartości, wreszcie piękna, czyli estetyki skłaniają do refleksji na temat wychowania, tj. kształtowania osobowości człowieka, w czym niemały udział miała również i literatura. Otóż, jak powiedziano wcześniej, wiek XVII był stuleciem upowszechniania oraz interpretacji osiągnięć umysłu ludzkiego w dobie humanizmu, dlatego literatura dydaktyczna tego okresu zajmuje pokaźne miejsce w całości piśmiennictwa zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy. Jednakże renesansowy wzorzec "człowieka wszechstronnego" w swym wykształceniu doskonałym zastępowano obecnie modelem o cechach bardziej jednoznacznych i odpowiadających jego określonemu stanowi, narodowości i wyznaniu. Można by powiedzieć, iż zamiast humanistycznej uniwersalności wychowaniu nadaje ton znowu to, co swoiste, czyli tzw. nationum proprietates (cechy narodowe), wyabstrahowane nie bez umowności i czasami fantazjowania. Wychowanie humanistyczne (tak samo jak książka, o czym raz pisał Kochanowski) proponowało adeptowi garnącemu się do studium humanitatis własny, autorytatywnie określony wzorzec ukształtowany na "odrodzeniu starożytności" grecko-rzymskiej. Było w tej propozycji jakieś absolutne poczucie kompetencji, umiejętności lub wręcz daru boskiego natchnienia, i zarazem swoista bezinteresowność (chociaż o sprawy materialne, zapłatę i dochody dbali humaniści z zadziwiającą nieraz małostkowością). Aby zrozumieć do końca, o co chodzi, wystarczy przeczytać na pół żartobliwą, a na pół poważną dedykację Pieśni, w której Kochanowski jednym ruchem ręki uzmysławia dystans dzielący filozofa-poetę (więc i nauczyciela) od jego słuchaczy:
Nikomu, albo raczej wszystkim, swoje księgi
Daję. By kto nie mniemał (strach to bowiem tęgi),
Że za to trzeba co dać, wszyscy darmo miejcie.
O drukarza nie mówię, z tym się zrozumiejcie.